środa, 18 marca 2020

Potop

Muszę pisać bez jednej litery,
przebywa w odosobnieniu.

I z o l a c j i.

Bez niej nawet nie mam imienia.
Może powinienem tworzyć ad maiorem dei gloriam?

W tej sytuacji inni poradziliby sobie lepiej:
choćby Henry S. - niczym reżyser z USA.

- Bogusław! Weźcie tę czapę!

czwartek, 13 lutego 2020

Operator paradoksalny, czyli wiersz z przypisem*

chciałbym dla ciebie rzucić poezję
i pisać ci jednocześnie
wiązać sprzeczności ze sobą jak buty
spać z tobą wtedy, gdy nie śpię

chciałbym być w tobie punktem stałym
wierząc, że nic się nie zmienia
i brać w cudzysłów, gdy mówisz: nie,
malując drzwi na kamieniach

*mam problem z negacją

niedziela, 2 lutego 2020

Po kolei

Pociąg
Przemyśl
Piła
przyjedzie
później.

Jakiś random mówi dziewczynie, że
czas na zmianę; kradnę tę decyzję,
przynajmniej w kontekście pojazdu:
Rejewski za Zamoyskiego.

Ostatnia zwrotka wypada
zwykle gdzieś
w środku.

Piszę w pociągu, piszę w pośpiechu,
więc czegoś może zabraknąć.

A iteracja?

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Don Kichot

Zwykle nie chodzę na skróty, ale
jestem błędnym rycerzem
A.D. 2019

i jak na rycerza
w moim wieku przystało,
mam swoją kopię
zapasową.

Na wszelki wypadek.

To jak migawka w VirtualBox,
choć boks wolę bardziej realny,
więc potykam się ciągle
i potykam się dyskretnie.

Może widzisz tu sprzeczność,
a to proste równanie
z trzema wiatrakami,
bez żadnych niewiadomych:

x to nie wyjątek,
x to nie błąd,
x to moja droga.

Jedyna.

czwartek, 19 września 2019

Nawiasem mówiąc

z całą pewnością stwierdzam
że rozmowa zawsze buduje
(niezrozumienie)

liczy się forma - słowa
wskazują raz na moje
raz na twoje
(pojęcia)

mogę się zatem zastanawiać
czy bardziej mówię do
czy może mówię od
(rzeczy)

w takich okolicznościach
trzeba po prostu brać
co nam się wydaje
(pewnym)

a tak nawiasem mówiąc
dowiesz się co jest
(powodem)

poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Cień

Jestem włóczęgą z krainy snów,
kuglarzem niespełnionych marzeń,
niewypowiedzianych wirtuozem słów,
hipotetycznych wrażeń.

A kiedy tak z tobą idę, to

mógłbym ci wspomnieć, mając odwagę:
w ojczyźnie mej nie jest tak fajnie,
wolę, gdy słowa mają swą wagę

i brzmią, zupełnie zwyczajnie.

Mógłbym cię złapać za ręki gotyk,
granicząc ze snem na jawie,
gdybym potrafił się zbliżyć na dotyk

- wszak mówić ledwo potrafię.

Osiągnęłaś swój dzienny cel kroków.
Osiągnąłem swój dzienny cel kroków.
Zapada zmrok. Znikam. Idziesz spać.

Po co ci w nocy cień?
To coś, co nawet w dzień
nie potrafi cię dotknąć.

A przed spotkaniem w krainie snów
na pewno zdążysz się ocknąć.

czwartek, 8 sierpnia 2019

Inside

Było sobie nienazwane królestwo,
które leżało na wyspach.

Latających.
Cyklicznie.

W takich powtarzalnych akcjach
w zasadzie ciężko powiedzieć,
co jest trudniejsze:

a) być przyzwyczajonym,
b) nie zdążyć się przyzwyczaić.

A akcja jest tego typu.

W każdym razie, na pewno mam teraz bliżej do siebie:
te wyspy pewnie tak samo nie wiedzą,
czy to szukanie swojego miejsca,
czy ucieczka.

To taka gra, może call of duty,
a może zwykły daily call.

To wszystko z mojej strony?

poniedziałek, 22 lipca 2019

Paragraf 89

Tu Stany Zjednoczone
krawędzią niejedną, zapewne.
Stacje, relacje, przejścia
podziemne i mosty zwiewne.

Labirynt wyobrażeń,
kolekcja wrażeń, wydarzeń,
świat taki piękny i ładny
- po nitce do Ariadny.

Wysyłam kolejną pocztówkę,
jak zwykle, elektronicznie,
z miejsc, gdzie latałem, bywałem
i tylko metaforycznie.

Moja wycieczka po grafie:
być w stanie, na ile potrafię.
A te wiersze, to tylko
nieostre fotografie.

czwartek, 13 czerwca 2019

Sprzeciw

Mówią mi, że w poezji
nie pisze się zaimków osobowych
wielką literą.

Mówię Ci, że w rzeczywistości
każdy jest ważny.

Tak łatwo czuć się małym wobec
ważnych ludzi, ale mimo to
nie będę.

Wobec Was, Poeci,
mecenasów swych psy wierne,
nie będę.

Wobec Was, Mecenasi,
z ideami barwnymi na ustach,
nie będę.

Choćbym był najmniejszym drukiem pisany,
choćbym był gejem, kobietą albo antylopą:
mam prawo do małych liter,
mam prawo do wielkich liter.

Alfabet jest mój,
tak samo.

wtorek, 8 stycznia 2019

JSON Bourne

{
  "wstęp": [
    "Musisz wybaczyć mi ten format",
    "Otaczają nas roboty"
  ],
  "rozwinięcie": [
    {
      "kto?": "ja"
    },
    {
      "komu?": "tobie",
      "czym?": "mimochodem"
    },
    {
      "co?": "pakiet",
      "czego?": "słów",
      "czemu?": "bo siedzę tak sam, w tym pierwszym obiekcie"
    }
  ],
  "zakończenie": [
    "I tak roboty zrozumieją lepiej",
    "Przypadek?"
  ]
}

piątek, 18 maja 2018

Hello, World!

znudził mnie język robotów tymczasem
nic nas nie łączy już, żaden kabel
zamykam na zawsze stalowy klaser
zer i jedynek obalam Babel

nie dla mnie już są guziki z pętelką
logiczne konstrukcje kodu piramid
ja będę szedł drogę torując ręką
co nie jak włókno, lecz jak dynamit

porzucam, na wszelki wypadek, przypadki
starannie spisane w instrukcjach case
po trupach do celu, jak człowiek z okładki
ahoj, cała naprzód! wyruszam w rejs

nigdy nie czułem się aż tak gotów
jak Rzym spalę porty za mną, jak Nero
tymczasem znudził mnie język robotów
arrivederci, good bye
return 0;

wtorek, 17 kwietnia 2018

Import/Export

Po raz kolejny przekraczam granicę.
Jestem zbiegiem
okoliczności.

Mówię Ci to tylko dlatego, że
połamane słowa łatwiej sprzedać.
Na przykład te same zaimki,
które oznaczają zawsze
kogoś innego.

Czy ktoś widział poetę, który
przehandlował wszystkie rzeczowniki?
Stare przypadki na nowe!
Nowe przypadki na stare!

Boję się wyjść.

Po raz kolejny przekraczam granicę
własnych możliwości.

piątek, 6 kwietnia 2018

Piłkarzyki

Kontrolowałem drążki, władając jedenastoma,
Na dachu świata chorąży, z chłopkami pod rękoma.
Sprinty szybkie jak firma, ciosy zabójcze jak snakeshot,
Wszystko było jak stickpass: siła, precyzja i lekkość.

Owijki na nadgarstkach, owijki na drążkach stołu,
Tylko wybrańców garstka, poza nią słowa nikomu.
Gra zupełnie na serio, butami twardo na glebie,
W pogoni za sobą, ze mną! Byle tylko przed siebie.

Jak to się stało: nie wiem, gdzieś między pracą a siłką,
wyleciałem w powietrze.

Straciłem.
Kontrolę.
Nad piłką.

o!

Na glebie twardo zostały buty. Ja bez nich. Szlag trafił nagolenniki.
Jest tylko jedno boisko, jeden ring, czaisz? Jeden sport, jedna gra.
Kim jestem? Jestem mistrzem. Powtórz. Kim jestem?

czwartek, 18 stycznia 2018

Ja, robot

Cześć!

Jestem prostym urządzeniem,
pytanie - odpowiedź.

Zagubiony w metaforach,
nieprecyzyjnych wyrażeniach,
potrzebuję instrukcji.

A Ty - milczysz.
Nie potrafię przeprocesować
takiego komunikatu.

(awaryjne zasilanie zostało włączone)

W końcu pytasz mnie, co robię.
Piszę, czy generuję. Nie wiem.
Daję słowo.

Ale moje myśli nie są werbalne,
są elektryczne.

królestwo
za
kontakt

środa, 3 stycznia 2018

Atom

Nie czytaj moich wierszy
na głos. Na oko brzmią

#{nieforemnie}.

Ile tu formy dla formy,
a ile pierwiastka ze mnie?

Nie czytaj moich wierszy
dla kobiet. Dla mężczyzn:

#{zielone} stringi,

możesz rozumieć dosłownie
interpolując linijki.

Nie czytaj moich wierszy
w ogóle. Patrz,

#{strona po stronie}

na wiersze pisane w sublime,
wiersze pisane w atomie.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Hamlet

Nie chcesz, nie byj - proste.

Za niedługo trudno będzie stwierdzić,
kto w tym dramacie jest większą
Ofelią.

Tu, w państwie duńskim jest, jak jest.
Zawsze się znajdzie jakiś zły pan:
Rosenkranz i Guildenstern
albo Sturm und Drang,
wtedy liczy się

bang!

Głupiutkie łosie biegają po lesie,
wesołe i nie brak im zdrowia,

a ja

wzbijam się lekko w skrzydlate wielbłądy,
nad latające słowa.

Grajcie, reszty nie trzeba.

niedziela, 17 lipca 2016

Space Invasion

Marsjanie żyli w spokoju, szczęściu i dostatku,
Pasali kosmoświnie na polach gwiezdnych bratków.
Mieli zielone oczka i odstające uszka,
I rozmnażali przez miłość francuską
Na latających łóżkach.

Dawno temu to było, gdy jeszcze dinozaury
Mieszkały na trzeciej planecie od słońca
I same ze sobą się żarły

Aż im się znudziło

i postanowiły napaść na Marsa,
nie wiem, dlaczego to zrobiły, no ale,
pewnie coś w stylu "lepiej dojebać komuś, niż sobie".

Każdy założył JetPacka, może poza pterodaktylami
i innymi skrzydlatymi, i fru, hen, daleko,
zabijać Bogu ducha winnych kosmitów.

Wojna trwała dość długo, kluczowy był moment, w którym
niewidomy marsjański szaman odprawił pradawny rytuał,
odśpiewując psalm dwieśset szesiąty dziewiąty:

time to say hello
buongiorno, yo, yo, yo, yo
jetzt alle verlassen den Zug
tak nam dopomóż Bóg!

Zadrżała w posadach ziemia, w proch rozsypały się skały
I zstąpił na nią Syn Boży, pełen pieruńskiej chwały
Spod samiuśkich Tater
I rzecze:

bracia i siostry
szanujcie powszedni chleb
nobody fucks with the Jesus
maybe that's why I'm so sad

przykazanie Wam daję
weźnijcie tę puszkę Pandory
wyjmijcie oręż, co w środku
i zabijajcie potwory

pozdro

Potem wzbił się nad ludków tłum
i zniknął, zwyczajnie:
>> pycium <<

Najstarszy z Marsjan zbliżył się do leżącej na ziemi puszki
otworzył ją ostrożnie, uwalniając przy tym srebrną mgiełkę,
która natychmiast rozpłynęła się w powietrzu odsłaniając
kolejną puszkę

Najstarszy z Marsjan wyjął kolejną puszkę z pierwszej puszki
otworzył ją ostrożnie, uwalniając przy tym srebrną mgiełkę,
która natychmiast rozpłynęła się w powietrzu odsłaniając
jeszcze jedną puszkę

Najstarszy z Marsjan wyjął jeszcze jedną puszkę puszkę z kolejnej puszki
otworzył ją ostrożnie, uwalniając przy tym srebrną mgiełkę,
która natychmiast rozpłynęła się w powietrzu odsłaniając

- scroll -
- scroll -
- scroll -

PARÓWKOWE NUNCHAKO

I rozbrzmiały tarabany, wraz z nimi pieśń wojenna,
Prowadź nas, Wielki Marsjański Wodzu,
Naprzód, gdzie wzrok nie sięga!

Krwi! Zabijemy przebrzydłe bestie, odeprzemy inwazję,
łapmy okazję i eutanazję, tak nam dopomóż
M. Gessler

Batman, Chuck Norris, Vin Diesel, The Police,
Mithrandir, Tomek w Gran Chaco,
Zineda Zide Zani Zidane
i parówkowe nunchako!

Niewidomy marsjański szaman zmultiplikował boski oręż,
tak, że każdy kosmita otrzymał swój własny egzemplarz.

Fadeout:

Po długiej walce dinozaury musiały ustąpić,
chociaż w sumie to nie mogły,
no bo po tej walce,
to już nie żyły,
koniec kropka,
hehe.

niedziela, 12 czerwca 2016

Ptaki

Ten wiersz jest streamingiem
świadomości w formacie .txt,
przekonwertuj go w locie.

Niekoniecznie cały strumień,
choćby kilka kropelek

- mililiterek.

{{{

    zobaczysz jak kółka zatacza
    pustułka lub inny sokół
    wokół

    pohukiwanie półsówek szarego
    słowika usłyszysz szeptem
    jak popiół

}}}

EOF Error

Zamknąłem wszystkie nawiasy,
musiałem coś pominąć.

środa, 25 maja 2016

Żabka

Myślę, że jesteś już na tyle dużym dzieckiem, że zdajesz sobie sprawę z tego, że czas oraz miejsce akcji takich opowieści są umowne. Interesują nas bohaterowie. Będą wprowadzani stopniowo, coby się we łbie nie kiełbie, ale jakby Cię ktoś spytał, to mów, że gatunek synkretyczny. To długie słowo i pochyta prawie wszystko.

Król: Karol Pochmurny, lat 44.
Królowa: Anna Pochmurna, lat 40.

Byli to monarchowie mądrzy, wielce roztropni i kochani przez poddanych. Troski, przelanej na kraj i rozmaite fundacje, nie zawsze starczało dla ich jedynej córki, Aurory. Może właśnie dlatego szybko wyrosła na silną, niezależną kobietę. Tak czy owak, nie ma to dla nas większego znaczenia, bo to historia z gatunku tych, w których czarownice zamieniają niesforne księżniczki w żaby. Dziś jedynie pocałunek księcia w magiczną noc może wrócić jej dawną postać.

No i teraz tak:
- Niechętnie, lecz posłusznie, dzień ustępował miejsca swojej starszej siostrze.
- Słońce, dorodne i czerwone kryło się z wolna za horyzontem, aż zapadła ciemność.
- Kobaltowe, ciężkie niebo eksplodowało milionem gwiazd.

I jeszcze, na wszelki wypadek, delikatny wiatr rozrzucał gdzieniegdzie drobinki srebrzystego pyłu.

Mam nadzieję, że wiesz, co oznacza taki opis, bo właśnie pojawił się książę: Abelard Marzyciel. Jakie miał motywy działania, tego nie wie nawet narrator wszechwiedzący. Ja sugerowałbym analizę chemiczną pewnej substancji rozpylonej w poprzednim akapicie. Faktem jest, że na ten moment Abelard był o krok od pocałowania Aurory. Gdy tylko zbliżył do niej swe usta, stało się coś niesamowitego:

- Ty podupcony żabojebie - odezwała się zaklęta księżniczka.
Książę zakumał, a żaba pozostała żabą. I żyli długo, i chuj.

sobota, 14 maja 2016

Lo Ling

Nie chcę Cię dzisiaj, Poezjo,
choć kocham Twoje kłamstwa,
bądź wolna lekką ręką,
oddaję Cię innej
pod zastaw.

Wolę mieć lekką rękę,
niż pióra po metamorfozach,
nie chcę Cię dzisiaj, Poezjo,
nie powiem Ci więcej
słowa.

Skrzydlate tajskie małpy
wieszają się z drzewa za ogon,
kiedy się wreszcie obudzą,
zabiorą mnie może
ze sobą.

Burza

Podczas gdy widzowie wychodzą,
za oknem pada deszcz.

oo!!!

  tylu ludzi, a oczy same
  wahają się bojąc patrzeć
krok w tył
    skok naprzód

Czas akcji: nieznany.
Miejsce: chyba w teatrze.

rozsypanym alfabet na stronie władam
za Kassim płacąc jak sezam
co tylko nie wiem i didaskalia
a jeszcze kiedy diegeza

Kaliban, Miranda, Sykoraks, Prospero
to tylko kwestia te
maski

bilet na spektakl, bilet powrotny

Z daleka nie słychać oklasków.

O postawie wyprostowanej

Każdy se stawia pomnik swój
jak zwykły facet
sto rąk mam
i co

bez zwierzeń zamierzeń wśród zmierzań i leżeń
mierzyć Cię zmrokiem wśród tarć i zderzeń
kochać chcieć szczerze Cię kochać jak zwierzę
zamieć mieć dawać człowiekiem być
stop

- Cóż mirandoli ten koleś z udarem?

Mówił Jan z Trzciany, spod stołu,
daj wiarę.

sobota, 2 kwietnia 2016

#hokuspokus

może Ci się wydawać cokolwiek

i choćbym urwał w pół zdania
kim byłem - jestem, kim będę?
kimkolwiek

zawsze mam coś do
#wzanadrzu

logiką praw tych nie zmierzysz, raczej
trzeba wejść all-in zawczasu
choć żadne z nas w czary nie wierzy
zwyczajnie

na ręce mam
#paręzaklęć

może mi się wydawać cokolwiek
jestem, więc myślę - chcę żyć
morze tyle pochłania wód co dzień
śródziemne

i ciągle nie zmienia się
=> nil

środa, 17 lutego 2016

Kim Byu

kiedy mówisz wszystko płynie
marzy mi się ocean spokojny

prowadzę swój wehikuł, czasem zagubiony
i nigdy nie wiem, kiedy jest dobry moment
żeby się przedstawić

Akwilon cicho nuci Dylana

mam swoją wolność
mówią mi Tim Toady
a może jam Hohenzollern?

Posejdona nie ma

stoisz jak cyklop na czerwonym świetle
nie mając zielonego pojęcia
kim był Nikt Specjalny

dziś śniło mi się przedstawienie bez końca
my name is

piątek, 20 listopada 2015

Othello

nienawidzę bieli Twej
sukienki ulotnej
harmonii miarowego tchu
pustki obitej w instrument
dęty

tej więzi co więzi mnie
entre nous

nienawidzę bieli Twych
policzków spłukanych
paznokci przez aceton

pobladłej twarzy fałszywej
czystości kwitnącej
czerwienią jak przytulony
beton

nienawidzę Twych ust
wilgoci zamkniętych powiek
błyszczącej matni

czarnymi rękami po raz ostatni
całując oplatam Twój biały
biust